|
|
#1 |
|
Zbanowany
Dołączył: 21.04.2007
Postów: 10
![]() |
Śmierć Gala.
-------------------------------------------------------------------------------- Lasy spłonęły już jakiś czas temu. Wokół galijskiej osady Tarkoni, rozciągał się teraz krajobraz pogorzeliska, upstrzony kikutami nadpalonych drzew i ruinami gospodarstw tamtejszego chłopstwa. Z palisady na wzgórzu przyglądał się temu Lord Dramot, pan na Tarkoni, wciąż dumny choć już prawie pokonany przez napastliwych Rzymian, którzy już wiele nowiów księżyca temu, ośmielili się wejść do świętych Druidzkich Puszcz, karmiąc ziemię krwią Galów i prochem pogorzelisk. Pamiętał dobrze twarz wodza tych legionów - Lajtolda, gdy starał się prowadzić z nim rozmowy pokojowe, jej grymas szyderczego uśmiechu, płonące przebiegłe oczy. Na pożegnanie Dramot rzucił mu wtedy kilka soczystych galijskich przekleństw, bo choć ładnie maskował je w słowa, to Gal wyczuwał prawdziwe uczucia rzymianina względem jego narodu – tamten nie miał ich za przyjaciół, za godnych sojuszników, nawet za sąsiadów. Pokój daleki był sercu Lajtolda, a Galowie byli co najwyżej zwierzyna łowną. Teraz sidła były już zastawione, partia prawie rozegrana do końca, zwycięsko dla rzymian. Na szachownicy pozostał tylko on i jego styrana osada, z łataną zbyt często palisadą i zdziesiątkowanymi obrońcami. Dramot patrzył przed siebie, żałując że tolerował, wbrew zdrowemu rozsądkowi, rzymskie osady w sąsiedztwie Tarkoni. Teraz ten błąd zebrał już krwawe żniwo i przyniesie mu dziś druzgocący koniec – na horyzoncie widać już było chmurę kurzawy, to nie był dym wygasłych popiołów, ale pył wzbijany przez stopy legionistów Lajtolda. - Koniec jest bliski, lecz przynajmniej polegnę w boju – pomyślał i choć marna to była pociecha to dawała jakieś nadzieje na godną śmierć. Musiał tylko uważać by nie dostać się w ich ręce żywcem. Wiedział jaki los czeka takich jeńców - ku uciesze rzymskiego plebsu ginęli jak zwierzęta na arenach imperium. Dramot pospiesznie myślał nad tym co mógł i co zrobił, dla swojej ojczyzny i poddanych mu ludzi. Ludzie zostali ewakuowani w pobliskie góry, tylko jego żona..... Z pomiędzy dwóch wzniesień, na równinę przed grodem wylała się nagle rzeka ludzkich ciał, do uszu grodzian dochodził już miarowy grzmot kroków nadciągającej armii – łup, łup, łup. Liczebność rzymian nie pozostawiała złudzeń na czyją korzyść rozstrzygnie się ta bitwa. Na ramieniu Dramot poczuł czyjś dotyk - była to dłoń Wolina, jego wiernego przyjaciela. Patrząc zatroskanymi oczami i siląc się w tej niezbyt szczęśliwej dla nich wszystkich sytuacji, na uśmiech, powiedział: - Dramocie Gabriela powiła ci syna – w innych okolicznościach Lord na Tarkoni skakał by pewnie z radości niepomny swego statutu, teraz jednak uśmiechną się tylko i ruszył za przyjacielem by przywitać swego potomka na tym świecie. Kiedy przybyli na miejsce narodzin, małżonka Dramota spała na sianie, zupełnie wycieńczona ciężkim porodem. Biorąc na ręce swego syna Lord rzekł – Powinieneś był rodzić się w atłasach i przepychu zamku twego ojca. Zgotowałem ci jednak wojnę i z majątku pozostała ci ta stodoła chłopcze. Dam ci na imię mój Galu banito, Sartor –nowy początek. Obyś urósł silny jak niegdyś silne rosły drzewa w naszym świętym druidzkim lesie. – potem podszedł do Gabrieli, przyklękna i ucałował ją w jej słodkie usta. - Jest nieprzytomna panie. To był ciężki poród, ale nie ma się czym martwić – Pani na Tarkoni dojdzie do siebie. – Powiedział szaman. Dramot wstał i tonem rozkazu, zwrócił się do swego przyjaciela: - Wolinie weź ze sobą medyka, sześciu najlepszych ludzi i zabierzcie z stąd moją żonę i syna. Udajcie się na wschód. Tam na bezludnych ziemiach znajdziecie najpewniejsze schronienie. Nie budźcie Gabrieli to rozstanie nie posłużyło by jej zdrowiu. Przyjaciele uściskali się jak bracia, potem w wielkim pośpiechu wynieśli ukradkiem z Tarkoni, Sartora i nieprzytomną Gabriele. Kiedy Lord patrzył jak znikają pośród nadpalonych zagajników, za jego plecami oficer meldował: - Rzymianie nie rozbili obozu - chcą nas wziąść od razu. Rozstawiają katapulty i podciągają tarany. Jesteśmy gotowi do ostatniej obrony wodzu. - Dziękuję Korgaldzie. Walka u waszego boku będzie dla mnie zaszczytem. Potem kolejny raz przed murami grodu rozpętało się piekło. Ogniste pociski z rzymskich katapult paliły resztki ocalałych za umocnieniami budowli. Tarany szturmowały trzy z czterech bram grodu. Choć w tych miejscach obrona była zaciekła to zdruzgotanie którejś z tych wierzei było tylko kwestią kilku najbliższych chwil. Łucznicy wroga zasypywali palisadę pociskami, odpowiadały im coraz mnie liczne łuki Galów. I stało się padła jedna z bram. Przez wyrwę w umocnieniach wsypali się legioniści i nieliczna konnica. Rzymianie znali się na wojnie i szybko zajmowali kolejne posterunki twierdzy. Padła kolejna brama i wtedy Galowie zauważyli że z północy i południa nadciągają wzbijając tumany kurzu jakieś odziały. Czyżby oddziały obiecane przez wielkich możnowładców zakonów rycerskich, albo odziały z galijskiej ligi sprzymierzonych lordów, których tyle czasu bezskutecznie wyglądali? Nadzieje okazały się płonne. Zbliżywszy się oddziały okazały się rzymskimi wojownikami. Na nikogo nie licz gdy idzie o wojnę z rzymskimi legionami – pomyślał Dramot, a myśl ta w chwili ogarniającej go beznadziejności, w brew rozsądkowi dodała mu nadludzkiej siły i zawziętości. Szał który wymalował się na jego twarzy, mógł przerażać i przerażał przeciwników. Trupy zaczęły padać pod ciosami jego miecza jak kłosy siana pod kosą żniwiarza. Widząc przemianę swego wodza, Galowie też popadli w ten amok, miotając się ze wściekłością rannego niedźwiedzia. Rzymianie zaskoczeni tak zaciętą obroną zaczęli ustępować. Nie na długo jednak. Do północnej bramy, gdzie bronili się ostatni Galowie, dotarły rzymskie posiłki, walka nie trwała już długo. Dramot, rzucając się w biegu na nadciągających centurionów, poczuł kłujący ból w piersi. Chwile potem znikły obrazy kotłujących się w bitwie ciał, a on biegł przez zielone trawy, otoczony bajecznymi krajobrazami, patrząc na nie z niedowierzaniem i zdziwieniem. Zatrzymał się przed sobą ujrzał las pełen rozłożystych wielkich dębów. Na skraju puszczy stali jego przodkowie wyciągając dłonie w geście powitania.... ![]() |
|
|
|
|
#2 |
|
Zbanowany
Dołączył: 02.04.2007
Postów: 7
![]() |
dobre powinni to dac na lekture szkolna a nie latarnik;/
ŻUL--> ZACIEMNIENIE. "pijmy szybciej bo się ściemnia" ... Karta do żula. Jeśli komuś się ubzdura to: jest lipa:/
|
|
|
|
|
#3 |
|
Zbanowany
|
o walsnie dobrze gadasz
Calleah: Perm ban zaaplikowany, proszę nie zwracać uwagi na jego wcześniejsze zaczepki.
|
|
|
|
|
#4 |
|
Użytkownik
|
spox super to jest
|
|
|
|
|
#5 |
|
Zbanowany
Dołączył: 21.04.2007
Postów: 10
![]() |
JA TO PISALEM
![]() |
|
|
|
|
#6 |
|
Nowy użytkownik
Dołączył: 27.03.2007
Postów: 51
![]() |
Cool. Może coś jeszcze napiszesz to poczytam z chęcią.
|
|
|
|
|
#7 |
|
Zbanowany
Dołączył: 21.04.2007
Postów: 10
![]() |
Myślałem Nad Dalszym Icągiem I Będe Chyba Pisac O Losach Syna Lorda Dramota
|
|
|
|
||||||
| Narzędzia tematu | |
|
Podobne tematy
|
||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni post |
| Śmierć Gala. | GalAnonim | Archiwum forum | 4 | 16.05.2007 22:31 |